Home / Historia / Podróż morska Prezydenta Rzplitej do Estonji
Okręt "Polonja" na którym p. Prezydent Rzplitej odbył podróż do Estonji

Podróż morska Prezydenta Rzplitej do Estonji

Uczennice szkół estońskich w Tallinie wręczają kwiaty p. Prezydentowi Mościckiemu. Fot. P.A.T.

Uczennice szkół estońskich w Tallinie wręczają kwiaty p. Prezydentowi Mościckiemu. Fot. P.A.T.

Relacje polsko-estońskie w okresie międzywojennym układały się znakomicie. Przedstawiciele obu krajów regularnie wizytowali się wzajemnie. Jedna z ważniejszych wizyt, bo Prezydenta Mościckiego, opisana została 23 sierpnia 1930 roku w nr. 34 Tygodnika Ilustrowanego. Oto ten tekst.

W końcu września Roku Pańskiego 1587 przybył do portu w Gdańsku na czele 20 okrętów, pod wodzą admirała Flemminga pozostających, Zygmunt III Waza, syn Jana III i Katarzyny Jagiellonki, Król Polski i Szwecji.

7 października tegoż roku król zaprzysiągł w Oliwie „pacta conventa”, których mocą miał własnym sumptem na użytek Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego wystawić flotę, należycie we wszystko zaopatrzoną.

Król, w wojnę dynastyczną zamieszany, zobowiązania nie dotrzymał. Jego rywal — Karol — najechał zbrojnie Estonję i wkroczył do Polskich Inflant. Pobity przez Chodkiewicza pod Kirchholmem, cofnął się znów pod Tallinn, ale o całkowitem wyparciu Szwedów z braku floty wojennej nie było mowy.

Król ucieka się do kaperstwa, do środków połowicznych. W listopadzie 1628 po raz pierwszy i ostatni uśmiecha się nam na morzu fortuna. Dickman niszczy pod Oliwą eskadrę Stjörnskjölda. W cztery lata później zaczątek floty polskiej ginie w Wismarze i z tą chwilą „dominium maris Baltici” wymyka się ostatecznie z rąk Polski. Jedna z wielu przyczyn upadku i niewoli.

*

Od owych czasów ani razu Głowa Państwa Polskiego nie odbyła większej podróży na pokładzie własnego okrętu wojennego czy handlowego. Próby utworzenia floty wszczęte przez Władysława IV spełzły na niczem. Jan Kazimierz zaskoczony „potopem”, opuszczony przez naród, nie mógł nawet myśleć o flocie. Na wybrzeżu raz po raz ukazywały się żagle eskadr księcia de Conti (kandydata na tron polski), hr. de Plélo (poległego w obronie Leszczyńskiego) i innych. Ale polska bandera na długo znikła z fal Bałtyku.

*

I oto w lat trzysta prawie od chwili zniszczenia floty polskiej w Wismarze, następuje fakt o doniosłości nieznanej dotąd w dziejach Polski przed i porozbiorowej. Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej na pokładzie polskiego okrętu transatlantyckiego „Polonja”, pod eskortą pięciu okrętów wojennych, wyrusza w podróż morską. Pierwszą podróż morską o charakterze wybitnie narodowym, od czasu istnienia Polski. Pierwszą podróż morską mającą na celu akt kurtuazji w stosunku do małego acz dzielnego narodu, związanego z nami węzłami odwiecznej przyjaźni i braterstwa broni, zadzierzgniętemi za zygmuntowskich czasów.

10 sierpnia 1930 roku huk dział wstrząsnął znów murami starożytnego Tallinna. Ale tym razem były to salwy powitalne. Te same działa, które, przed rokiem grzmiały na cześć króla szwedzkiego, dziś już nie wroga ale przyjaciela, te same działa zagrzmiały na cześć Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Odpowiedziały im dumnie a dobitnie działa naszych okrętów wojennych. Rewizytując Głowę Państwa Estońskiego — Prez. Strandmana, Prez. Mościcki zeszedł na ląd wśród salw armatnich, dźwięków orkiestr i radosnych okrzyków tłumu. W historji Polski mocarstwowej, w historji Polski na morzu, zaczęła się nowa era.

Podróż morska Prezydenta odbiega tym razem daleko od utartego szablonu oficjalnych wizyt. Przez swój charakter morski staje się symbolem naszej żywotności, suwerenności, pokojowości, ekspansji żywiołowej a owocnej. Przecież zaledwie lat dziesięć minęło od chwili, gdy wojsko polskie stanęło nad skrawkiem wybrzeża, przyznanego nam skąpo, zamiast olbrzymiej ongi połaci, ciągnącej się od Łaby po Narwę. Ale dla narodów żywotnych tysiąc czy 100 kilometrów wybrzeża — to jedno. Byleby tylko mieć okno na świat i „wolność morską”.

Bo morze nie dzieli, lecz zbliża kraje i narody. Jest pomostem, który łączy te z nich, które w zgodzie i pokoju żyć pragną. Niema na niem granic, gór, wąwozów. To też dziś nasza bandera morska sięga nietylko do zaprzyjaźnionej Estonji, ale hen w dal ku brzegom Nowego Lądu, ku piaskom Arabji, ku Antyllom gorącym, ku pięknym wyspom Śródziemnego Morza, ku brzegom niegościnnego Euxinu. Pomost rozpoczęty w Gdyni kończy się za Oceanem.

Podróż Prezydenta jest też manifestacją serdeczną i przyjaźni pełną w stosunku do dawnego sąsiada i sprzymierzeńca. Niema w niej znaczenia militarnego, jak to wrogowie nasi insynuować usiłują. Militaryzm dziś ogniskuje się właśnie w dwóch krajach, — krajach które najsilniej głoszą hasła poko-jowe. System zwykły: wilk udaje jagnię, by móc łatwiej buszować w owczarni.

Morska podróż Prezydenta Rzeczypospolitej i uroczystości tallińskie są chlubną kartą w dziejach Polski. Są dowodem, że doniosłe znaczenie morza nie jest nam już obce. Są dowodem, że Polska, nie sięgając po „dominium maris Baltici”, tem nie mniej mocną stopą na wybrzeżu stać będzie i nie zaniedba swoich interesów morskich, — przykład biorąc z malutkiej Estonji. Dłoń przyjazną do każdego wyciągnie, ale po raz trzeci nie da sobie wydrzeć — Morza — tego najważniejszego czynnika żywotności i dobrobytu narodu.

Na straży naszej „wolności morskiej”, na straży interesów ekonomicznych i politycznych, które dziś coraz dalsze ogarniają lądy, stanąć musi potężna „armata wodna”. Dziś już nie tylko o nas chodzi. Ale mamy przyjaciół, którzy mogą nas wezwać w potrzebie. Mamy port, nasze jedyne okno na świat, dzięki któremu świat ten o nas się dowiedział i do nas przekonał. To obowiązuje.

A więc pracujmy dalej usilnie i ufnie. Z chwili dzisiejszej możemy słusznie być dumni i radować się pospołu z dziel¬nym narodem Estońskim. J.G.

*

Na powitanie Prezydenta Rzeczypospolitej zjechali do Tallina czołowi przedstawiciele województw, gmin, a nawet wiosek. Estonja przygotowała niezwykle uroczyste przyjęcie.

Cała ludność Tallina wyszła na ulice, aby powitać Prezydenta Polski. Szpaler wojska prowadził z portu aż do zamku Kadriorg, w którym przygotowano apartamenty dla p. Prezydenta. Z domów powiewają flagi o barwach narodowych Polski. W szeregu okien sklepowych wystawiono portrety prez. Mościckiego. Wszędzie nastrój serdeczny, entuzjastyczny. Co chwila rozbrzmiewają okrzyki; „Niech żyje Polska! Niech żyje naród Polski!”.

Pan Prezydent Rzplitej przyjął wysłanników organizacji Kaitselidu z gen. Laydonerem na czele. Delegacja wręczyła prezyd. Mościckiemu wielką wstęgę orderu Krzyża Orła.

Następnie przyjął pan Prezydent Mościcki delegację towarzystwa zbliżenia polsko-estońskiego oraz wysłanników uniwersytetu dorpackiego, którzy wręczyli Prezydentowi dyplom doktora honoris causae.

Szereg przyjęć urzędowych zapoczątkowało śniadanie wydane przez ministra spraw zagranicznych Estonji, p. Lattika na cześć polskiego ministra spraw zagranicznych, p. Zaleskiego. Tutaj nastąpiła pierwsza wymiana toastów, podczas których min. Lattik dał wyraz radości i serdeczności, z jaką ludność Estonji wita gości polskich. P. min. Zaleski podkreślił cel pokojowy wizyty, oświadczając, iż o ile synonimem sprawiedliwości jest pokój, o tyle synonimem niesprawiedliwości jest wojna.

Podobny leitmotiv powracał w mowie Naczelnika Państwa Estońskiego, który oświadczył, iż Estonja pragnie wraz z Polską pracować dla obrony pokoju i najwyższych ideałów ludzkości.

„Miło mi — mówił następnie Prez. Mościcki — iż pierwszą moją wizytę urzędową złożyć mogę wyzwolonemu narodowi estońskiemu. Niechże ten dzień zaznaczy się utrwaleniem pokoju i cywilizacji i ostatecznem jego zwycięstwem w rodzinie narodów cywilizowanych”.

Dn. 11 sierpnia odbyła się na Placu Wolności defilada wojskowa, którą prżyjmował Pan Prezydent Mościcki. W paradzie wzięły udział delegacje wszystkich oddziałów wojskowych Estonji, ze sztandarami. Przed Panem Prezydentem defilowały wszelkie rodzaje broni, oraz 2 tysiące członków Kaitselidu. Należy podkreślić, iż tego rodzaju parada odbyła się po raz pierwszy od czasu odzyskania niepodległości przez Estonję.

Uczestnictwo honorowych oddziałów wojskowych oraz wszystkich oddziałów Kaitselidu nadało defiladzie szczególnie uroczysty, niejako symboliczny, charakter.

Wieczorem miasto było rzęsiście iluminowane. O g. 23 Pan Prezydent w towarzystwie Naczelnika Strandmana i świty przyglądał się z balkonu ogromnemu pochodowi Kaitselidu z pochodniami.  Uczestnicy pochodu w liczbie 2 tysięcy, przeciągnąwszy przed zamkiem, utworzyli czworobok, w którego środku zapalono ognie sztuczne. Nadzwyczaj efektowny był widok, gdy z masy iskier wyłoniły się godła państwowe Polski i Estonji, w postaci 2 orłów.

Następnie Pan Prezydent wydał raut na pokładzie „Polonji, który zgromadził około 200 osób.

Z powodu burzy, szalejącej na pełnem morzu, wyjazd p. Prezydenta został odroczony i nastąpił dopiero nad ranem.

Źródło: Tekst i zdjęcia pochodzą z Tygodnika Ilustrowanego, nr 34 z 23 sierpnia 1930.

About Partnerzy

Partnerzy

Zbiór artykułów udostępnionych przez instytucje i organizacje partnerskie.