Home / Podróże / Niegdyś w Estonii…

Niegdyś w Estonii…

Niegdyś w Estonii stały wojska Rzeczypospolitej a sejm walny udzielał tamtejszej szlachcie prawa do zasiadania w izbie poselskiej i w senacie ze wszystkimi wynikającymi stąd przywilejami…

Estonia – jedno z najmniejszych państw w Europie, kraj o ciekawej przyrodzie, bogatej i dość bolesnej historii. Jest bardzo „skandynawska” – może w wyniku położenia geograficznego, bliskości Skandynawii, przenikania się kultur, charakterystycznej zabudowie domów znacznie od siebie oddalonych i ustawionych tak, aby „łapały” jak najwięcej słońca. A może dlatego, że przez ponad 300 lat rządzili tu skandynawscy najeźdźcy…

Przez wieki Estonia była nieustannie podbijana, zagrabiana, zniewalana przez swoich sąsiadów. Jej południowa część wchodziła w skład Inflant, niewielkiej krainy, która przez stulecia była obiektem pożądania wielu państw. W połowie XVI wieku po upadku zakonu Kawalerów Mieczowych, którzy byli tu przez kilka stuleci, o ziemie te walczyły cztery ówczesne mocarstwa: Dania, Szwecja, Rosja i Rzeczpospolita. Inflanty przyłączono do Rzeczpospolitej w czasach Zygmunta Augusta, ale już wkrótce w wojnach szwedzkich Polska utraciła je i z czasem, jak kresy, stały się dla Polaków marzeniem o pięknej wielkiej i bogatej monarchii.

Po uporczywych wojnach, Estonia wraz z Inflantami przypadły na wiele lat cesarstwu rosyjskiemu jako jego nadbałtyckie gubernie. Ludność była prześladowana, rusyfikowana. Na krótko Estonia odzyskała wolność po I wojnie światowej by ponownie popaść w zależność od Rosji, kiedy to w 1940 roku stała się jedną z republik radzieckich…

Obok zabytków historii i kultury w Estonii zachwyca przede wszystkim przyroda. To kraj bagien i lasów pełnych grzybów, których nikt tu nie zbiera – może tylko turyści z Polski… Bagna i torfowiska zajmują jedną czwartą, lasy ponad 40% powierzchni.

Wędrówkę po atrakcjach przyrodniczych Estonii rozpoczynamy w torfowo-bagiennym rezerwacie Nigula looduskaitseala. Mszary. Idzie się wąską ścieżką – kładką zbitą z desek. Ostrożnie, żeby nie zmoczyć nóg. Czasem kładka ugina się pod ciężarem wielu osób i wtedy trzeba uważać, żeby woda nie dostała się do kaloszy… Prócz torfowców można tu zobaczyć bagno, borówkę bagienną, żurawinę, turzycę bagienną, wełniankę. Rezerwat Nigula uniknął melioracji, jak zresztą duża część zabagnionych terenów tego kraju. U nas, w Europie Środkowej nie spotykamy już torfowisk w formie pierwotnej. Zostały one zmeliorowane i wyeksploatowane, a na ich powierzchni, rozwinęła się roślinność charakterystyczna dla wrzosowisk. Obszary rezerwatu były najbardziej zagrożone w czasach kiedy Estonia była jedną z republik radzieckich, nie zostały jednak osuszone dzięki sprzeciwom ludności. Wielu Estończyków od lat żyło z uprawy żurawin, które – pomimo, że czerwone -stały się niemalże symbolem oporu i walki z sowieckim najeźdźcą. Był to czas ciężkiej próby, czas, który starsi Estończycy do dziś wspominają ze wzruszeniem. Wielokrotnie odbywały się masowe deportacje ludności na Syberię, największe w 1941 i 1949 roku.

W poszukiwaniu ciekawych zakątków płyniemy na wyspy. Liczne połączenia promowe ułatwiają podróż między wyspami a resztą kraju. Saarema, zwana też Ozylią – największa spośród półtora tysiąca estońskich wysp i wysepek, czasami uznawana jest za bardziej estońską niż sama Estonia. Przejeżdżamy przez stolicę wyspy – Kuressaare z imponującym wielkością średniowiecznym pałacem biskupim Arensburg. Naszym celem jest jeden z czterech estońskich parków narodowych – Park Narodowy Vilsandi. Park chroni wybrzeże Bałtyku z licznymi wysepkami – miejscem rozrodu foki szarej. Przy dobrej, bezwietrznej pogodzie i spokojnym morzu możliwy jest przejazd na jedną z takich wysepek i obserwacja fok wylegujących się na gęsto rozrzuconych głazach narzutowych. Przy gorszej pogodzie pozostaje spacer po kilometrami ciągnących się dzikich plażach Saaremy. Wybrzeże Bałtyku wygląda tu zupełnie inaczej niż w Polsce – plaże są przeważnie kamieniste, wąskie, trudno dostępne, bezludne. Również z brzegu można zobaczyć pływające foki.

Jedziemy dalej na północ. Z dala od miast, gdzie mieszka 70% ludności, niezbyt często udaje się spotkać ludzi. Na 1 km przypada tu zaledwie 20 osób. Mimo niewielkiej powierzchni z łatwością można znaleźć miejsca gdzie nie dotarła cywilizacja.

Przed nami Rezerwat Matsalu, który chroni płytką i zabagnioną zatokę Bałtyku. Wiosną ostoja błotnego i wodnego ptactwa. Późnym latem można tu oglądać setki zbierających się do odlotu gęsi. Nieopodal, w okolicy Paldiski podziwiamy imponujące krajobrazy nadmorskie, wysokie, mrożące krew w żyłach klify, w dole, między falami udaje się nam wypatrzyć stadka edredonów.

Miłośników przyrody na pewno oczaruje Park Narodowy Lahemaa – największy obszar chroniony Estonii. Są tu wybrzeża z ogromnymi głazami narzutowymi i rozległe tereny bagniste. Obszar Estonii zawdzięcza swą rzeźbę działalności lądolodu ostatniego zlodowacenia, które pozostawiło tu ogromną ilość głazów narzutowych i zagłębień wypełnionych jeziorami na grubych osadach glin i piasków moreny dennej. Za wąskim pasem plaży usianej głazami niewysokie wydmy utrudniają odpływ wód do morza w związku z czym wytworzył się poza nim pas bagien i jezior. Znowu wędrujemy drewnianą kładką. Wkoło daleko ciągnące się torfowiska. Jest grząsko i warto zachować równowagę. Kładka ma szerokość dwóch, czasem trzech desek, nie ma więc miejsca na „mijanki”. Idziemy gęsiego, pomału, robiąc po drodze mnóstwo zdjęć, podziwiając krajobraz jak z bajki. Z niezwykłą łatwością wyszukujemy wśród innych roślin dwóch gatunków owadożernych rosiczek. W Polsce jest kilka stanowisk rosiczki i nie zawsze można na nie natrafić. Tajemniczości dodają sterczące spod darni torfowców gałęzie zarośniętych drzew. Mijamy małe torfowe jeziorka. Gdzieniegdzie kępy drzew, sosnowe zagajniczki…

Zwiedzając Estonię nie można pominąć miast. Wysunięty daleko na północ Tallin w niczym nie przypomina prowincjonalnej stolicy. Po niekończących się klęskach, wojnach, podbojach i grabieżach nadal stanowi wspaniały klejnot architektury. Otaczają go średniowieczne mury, dwadzieścia osiem wież. Wędrujemy przez uliczki najstarszej części miasta. Na placu Raekoja obok straganów – warsztaty gdzie powstają wyroby ludowego rzemiosła a rzemieślnicy pracują tak jak ich dziadowie i pradziadowie. Na straży najstarszego w północnej Europie ratusza miejskiego z końca XIV w stoi odlany z żelaza posąg Vana Toomasa – Starego Tomasza i jak mówi legenda, dopóki on stoi, miasto i jego mieszkańcy pozostaną bezpieczni. Zatrzymujemy się na Placu Lossi. Przed nami uderzająca przepychem katedra Aleksandra Newskiego przypomina o ponad 200 – letniej zależności od Rosji. Jej budowę rozpoczęto za rządów cara Aleksandra III, a ukończono kilka lat przed wybuchem rewolucji październikowej. Nasz estoński przewodnik z dumą wskazuje na wznoszący się z drugiej strony placu gmach Parlamentu i Wieżę Pikk Herman z powiewającą niebiesko-czarno-białą flagą. Od 1922 roku to narodowe kolory Estonii. To tutaj latem 1991 roku ogłoszono Deklarację o Niepodległości, uchwalono własną konstytucję. Jako pierwsza z byłych bałtyckich republik radzieckich Estonia stała się suwerennym państwem. W półmilionowym mieście na ulicach często nadal słychać język rosyjski. Uderza ilość przechodniów pędzących gdzieś z telefonami komórkowymi. Dwie godziny drogi łączą Tallin z zaledwie 80 km. na północ położoną stolica Finlandii. Każdy prom do Helsinek jest dla Finów źródłem taniego alkoholu.

Estończycy słyną z gościnności i zamiłowania do muzyki i śpiewu. Co drugi Estończyk należy do jakiegoś chóru lub kółka śpiewaczego. Muzykę słychać wszędzie. Tallin znany jest z fabryki fortepianów, ze wspaniałej filharmonii, gdzie koncerty odbywają się prawie codziennie, z festiwalu organowego, rockowego. W teatrach wystawiane są opery, musicale i koncerty muzyki kameralnej. Koncertują zespoły muzyczne i artyści z całego świata. Dwa lata temu gościł tu ze swoją muzyką Krzysztof Penderecki. Muzyką rozbrzmiewają zbory – Estończycy to w 95% luteranie, którzy znani są przecież ze wspaniałych chórów. Po 1524 większość estońskich świątyń zmieniono na luterańskie. Pozostały nieliczne wyjątki do których należy gotycka katedra Piotra i Pawła w Tartu – najpiękniejsza jaką kiedykolwiek zbudowano w prowincjach nadbałtyckich. To właśnie Tartu czyli Dorpat jest miastem muzyki i piosenki. W 1869 roku odbył się tu pierwszy festiwal narodowej piosenki estońskiej a w rok później powstała pierwsza scena narodowa i tu budziła się świadomość narodowa Estończyków. W Dorpacie jednak najbardziej znany jest uniwersytet. Założony w 1632 r. przez króla szwedzkiego Karola Gustawa uniwersytet przyciągał światłe umysły z całej Europy. Otoczone potrójnym murem miasto liczące kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców nie oparło się podbojom i grabieżom, w których również swój udział miała Rzeczpospolita. Warto odwiedzić nasze dawne rubieże. Są tu dzikie ostępy i miasta – perły architektury – i miłośnicy historii i przyrody znajdą tu więc coś dla siebie.

Źródło: Tekst umieszczony dzięki uprzejmości serwisu Bird.

About Agnieszka Kaszkur