Home / Społeczeństwo / Minu Unistuste Päev spełnia marzenia chorych dzieci

Minu Unistuste Päev spełnia marzenia chorych dzieci

Jeden dzień. 24 godziny. 1440 minut. 86400 sekund. To niewiele dla większości z nas, którzy spędzają ten czas w biegu: do pracy, na autobus, na spotkanie, do domu. Słysząc wytarte już nieco motto „Carpe Diem”, uśmiechamy się tylko z politowaniem, bo kto ma na to czas i kto wierzy w to, że jedna chwila może mieć znaczenie, skoro w życiu tych chwil jest aż tyle i „jeszcze przecież zdążymy się ich nachwytać”. Nie wszyscy jednak mogą być tego pewni.

Marianne Bruhn

Marianne Bruhn

Często słyszymy, że jeden dzień wystarczy, by odmienić czyjeś życie. Estońska fundacja Minu Unistuste Päev udowadnia, że to prawda. Dlaczego? Bo od tego jednego dnia może zależeć, czy dziecko znajdzie w sobie siłę do dalszej walki z chorobą, albo czy w ostatnich dniach swojego życia będzie się uśmiechać. Minu Unistuste Päev dokonuje rzeczy niemożliwych, by chore dzieci choć przez jeden dzień żyły swoimi marzeniami. Kiedy wyobrażamy sobie taki dzień, myślimy „dzień na planie filmowym”, „wycieczka w daleki zakątek świata”. Jak się jednak okazuje, niektórym dzieciom do pełni szczęścia wystarczy bilet do kina. Do niektórych z nich nie udaje się zdążyć z realizacją marzenia na czas, jednak choć niewielką ulgę przynosi myśl, że odchodziły myśląc o zbliżającym się wyśnionym dniu. Udało nam się porozmawiać z dyrektorką i założycielką fundacji, Marianne Bruhn, która opowiedziała nam o spełnianiu wielkich marzeń małych ludzi.

Jak narodził się pomysł założenia fundacji?

Latem 2011 roku Helena Almqvist i ja wpłaciłyśmy po 1 euro na konto bankowe i tym samym ufundowałyśmy fundację Heategevusfond Minu Unistuste Päev SA. Dumne macierzyństwo i ogólna potrzeba zrobienia czegoś więcej, przyczynienia się do pozytywnej zmiany w społeczeństwie, pociągnęły nas do realizacji naszego marzenia o założeniu fundacji. Zauważyłyśmy brak wsparcia dla emocjonalnych potrzeb dzieci leczonych w estońskich szpitalach i postanowiłyśmy coś z tym zrobić. Bardzo zainspirowała nas szwedzka fundacja Stiftelsen MinStoraDag i jej założycielka, Claire Rosvall, która dała nam pozwolenie i rady na temat tego jak założyć podobną placówkę na terenie Estonii.

Dziś Claire jest mentorką Minu Unistuste Päev, a nasze fundacje czerpią z obopólnej wymiany wiedzy i doświadczeń. W listopadzie 2011 roku podpisaliśmy umowę partnerską z Tartu Ülikooli Kliinikum, a w lutym 2012 roku z Tallinna Lastehaigla. Od 1 stycznia 2012 roku widniejemy na liście placówek, których darowizny można odliczyć od podatku. Wiosną 2012 roku zorganizowaliśmy nasz pierwszy „wymarzony dzień”. Pewna dziewczyna napisała wtedy w naszej księdze gości: „Chciałabym bardzo podziękować Minu Unistuste Päev. Wolontariusze byli bardzo mili i sprawili, że nawet najbardziej wstydliwe dziewczynki czuły się komfortowo. Wasze wydarzenie pomogło nie tylko naszym ciałom, ale także duszom”. Od tamtego momentu wiedzieliśmy, że zmierzamy we właściwym kierunku.

Co jest głównym założeniem Minu Unistuste Päev?

Głównym założeniem jest zaoferowanie chorym dzieciom nadziei, radości i zachęty. Przy pomocy naszych niesamowitych wydarzeń oferujemy dzieciom i ich rodzinom wsparcie emocjonalne i ulgę w stresie. Wiarę w lepsze jutro. Wyobraźnia dziecka nie jest chora, tylko dlatego, że ciało jest.

Ilu dzieciom już udało Wam się pomóc?

Szacujemy, że w ciągu ostatnich 3 lat zaangażowaliśmy się w pomoc 3500 chorym dzieciom i członkom ich rodzin. W 2012 roku zrealizowaliśmy 30, w 2013 – 90, a w zeszłym roku – 134 różne marzenia. Realizujemy duże indywidualne dni marzeń dla poważnie chorych dzieci, ale także wiele wydarzeń grupowych w szpitalach i rodzinne dni marzeń poza nimi. Urządzamy wydarzenia grupowe także po to, aby dotrzeć do większej liczby dzieci. Jednakże obserwujemy, że indywidualne dni marzeń robią na dzieciach największe wrażenie.

Jakie było największe marzenie chorego dziecka, które zrealizowaliście?

Trudne pytanie. Największe dla kogo? Mamy dzieci, które myślą i myślą nad tym, jakie jest ich największe marzenie i wracają do nas po 2 miesiącach i proszą o 2 bilety do kina. To uczy nas pokory. Wtedy zdajemy sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji życiowej się znajdują. Jesteśmy proszeni o takie małe marzenia, albo o jazdę na koniu czy wyjście do zoo. I wtedy staramy się dodać do tego trochę magii. Inne dzieci nie mają problemu, by marzyć o wielkich rzeczach. Polina leciała balonem, Anette zaśpiewała duet ze swoją największą idolką w studiu nagraniowym, fanka „Chirurgów”, Ingel-Britt, marzy o tym, aby zostać neurochirurgiem, więc została lekarzem na jeden dzień i wzięła udział w dwóch operacjach mózgu z prawdziwym McDreamy’m, Anastassija została księżniczką w zamku, Daniil odwiedził Legoland w Danii, Nadezdja uczestniczyła w festiwalu tulipanów w Holandii…

Jakie są największe problemy, z którymi codziennie zmaga się fundacja?

Muszę powiedzieć, że bardzo ubogie zasoby pieniężne. Pracujemy z BARDZO małym budżetem i tylko jedna osoba jest u nas zatrudniona, do tego z bardzo niskim wynagrodzeniem. Co więcej, nasza administracja musi pracować bardzo szybko, żeby nadążyć za tym, co robimy. Kolejnym utrudnieniem jest nasze uzależnienie od godzin pracy wolontariuszy. A także to, że niektórzy ludzie uważają, iż to co robimy jest niepotrzebne i zbyt luksusowe. Moja odpowiedź na ten zarzut jest taka: spróbujcie przez jeden dzień żyć życiem rodziny z dzieckiem chorym na raka, a będziecie chcieli ufundować im wycieczkę na księżyc.

Fundacja ma patrona, jest nim piosenkarka Lenna Kuurmaa. Czym właściwie zajmuje się patron?

Rolą patrona jest pomoc w szerzeniu wiedzy o istnieniu naszej fundacji i zwróceniu uwagi na potrzeby emocjonalne chorych dzieci i ich rodzin.

Dlaczego wybraliście akurat Lennę?

Lenna jest bardzo utalentowaną kobietą, która wybiła się w świecie biznesu. Jest także inteligentna, pełna ciepła, jest dobrym mówcą, ma świetną reputację i jest matką. Kiedy nadeszła potrzeba zmiany patrona, była naszym pierwszym wyborem. Zauważyliśmy, że brała udział w podobnej akcji charytatywnej i pomyśleliśmy, że nasz cel może ją zainteresować. I tak było!

Jakie znaczenie ma dla fundacji posiadanie patrona w jednej z najbardziej znanych osób w Estonii?

To zastrzyk energii. To znaczy, że ludzie nas zauważają. Zwykle, kiedy robimy zebrania dla nowych wolontariuszy, zainteresowanych jest 5-10 osób. Po tym jak Lenna stała się członkiem zespołu, zainteresowanie znacząco wzrosło. W styczniu zapisało się 46 osób. Nazywamy to „efektem Lenny”.

Jak wygląda Wasza współpraca z patronem?

Teraz mamy przerwę, dlatego że Lenna jest na urlopie macierzyńskim. I życzymy jej wszystkiego najlepszego i powodzenia. Podejmiemy ponownie współpracę jesienią. Ale Lenna zdążyła zrobić dla nas wiele jeszcze przed pójściem na urlop. Zaprosiła nas, abyśmy towarzyszyli jej w czasie świątecznej trasy koncertowej. Wolontariusze zbierali datki na wszystkich koncertach, a ona opowiadała na scenie o naszej pracy i zachęcała fanów do wspierania nas. Zebraliśmy tam około 2400 euro, które przeznaczymy na wydarzenia w 2015 roku. Uwrażliwiła także ludzi na to, co robimy, poprzez wywiady, np. w popularnym telewizyjnym programie śniadaniowym, a także znalazła się na okładce magazynu Hello!, gdze opowiedziała o tym, jak została patronem Minu Unistuste Päev.

Praca Minu Unistuste Päev opiera się na wolontariuszach. Jak wielu jest ich w Waszych szeregach i czym się właściwie zajmują?

Mamy ok. 50 wolontariuszy. Zajęciem większości z nich jest opieka nad projektem w czasie wydarzenia. Kilkoro jest zaufanymi liderami. Garstka pomaga z pracą administracyjną, zbieraniem datków, itp. Mamy także wspaniałych partnerów pro-bono, którzy pomagają nam z pracą papierkową, komunikacją, sprawami prawnymi, itd.

Jak wygląda proces spełniania marzenia?

Komisje nominacyjne w czterech szpitalach w Estonii, składające się z lekarzy, przysyłają do nas informacje dotyczące dzieci, które w ich opinii najbardziej potrzebują naszego wsparcia w danym momencie. Wolontariusz dzwoni do rodziców i umawia się na spotkanie z dzieckiem. Wtedy mówimy dziecku, że może mieć swój wymarzony dzień. Niektóre od razu wiedzą o czym marzą, niektóre chcą się jeszcze zastanowić. We wszystkich przypadkach zachęcamy, by przemyślały tę kwestię. Kiedy znamy marzenie, wolontariusze zaczynają zbierać fundusze, organizują przelot helikopterem, zniżki na przejazd pociągiem do Tallinna, próbują namierzyć numer telefonu idola, albo robią cokolwiek, co jest nam niezbędne, by uczynić to wydarzenie perfekcyjnym. Zawsze staramy się informować dziecko o biegu spraw na bieżąco, aby miało coś wspaniałego, czego może wyczekiwać. To coś znacznie więcej niż tylko jeden dzień. Zawsze zapraszamy całą rodzinę. Wierzymy, że cudowne wydarzenie staje się jeszcze lepsze, gdy możesz go doświadczyć ze swoimi bliskimi.

Jak ludzie mogą pomóc Waszej fundacji?

Jeśli znają kogoś, kto robi coś niesamowitego w Estonii, co mogłoby być fajnym doświadczeniem dla dzieci, niech dadzą nam znać. Szukamy także partnera pro-bono, który zająłby się drukowaniem naszych materiałów oraz sieci supermarketów, która również wspierałaby nas pro-bono, bo w czasie naszych wydarzeń prawie zawsze staramy się mieć coś do jedzenia i picia, albo chociaż małą przekąskę. Poza tym, muszę powiedzieć, że wsparcie finansowe, małe czy duże, byłoby ogromną pomocą. Dzięki temu moglibyśmy zrealizować jeszcze więcej marzeń w 2015 roku!

Jaka jest najtrudniejsza część Waszej pracy?

Najtrudniej jest, gdy zdajesz sobie sprawę, że niektórych z tych dzieci, którym pomagasz, nie będzie tu za rok. Współczuję rodzinom, które zostają pozostawione same sobie ze smutkiem. Ale wierzę, że jeśli doświadczą indywidualnego wymarzonego dnia, zobaczą chociaż jedno DUŻE marzenie stające się rzeczywistością. Wiele osób przechodzi przez życie nawet nie próbując zrealizować swoich marzeń. A tak rodzina będzie przynajmniej pamiętać dzień, gdy ich dziecko było szczęśliwe, gdy znów byli rodziną, gdy ich dziecko się uśmiechało. To jest bezcenne. Pamiętam przypadek, kiedy pewna nastolatka była niesamowicie wycofana i zdołowana, bo zdała sobie sprawę z tego, że jej szanse na przeżycie nie malowały się zbyt pozytywnie. Nie miała już żadnych marzeń. Nie mogliśmy do niej dotrzeć. To było ciężkie. Niestety, nie możemy pomóc wszystkim.

Organizujecie nie tylko duże indywidualne dni marzeń, ale także niesamowite wydarzenia grupowe i terapie. Proszę, powiedz nam o nich coś więcej.

Niektóre wydarzenia lepiej zorganizować jako grupowe. Sprowadzaliśmy do szpitali przedstawienia teatralne, występy muzyczne, reprezentację Estonii w piłce nożnej, itp. Poza szpitalem załatwiliśmy 20 osobom wstęp za kulisy na koncercie Lady Gagi. Dzień gotowania dla dzieci, rodzinny dzień golfa, fajne wyjścia do muzeów, dni w SPA, itd. Finansujemy także cykliczne wizyty psów-terapeutów. Przeurocze. Niektóre dzieci przechodzą hipoterapię przez dłuższy okres czasu.

Jak, w maksymalnie trzech zdaniach, zachęciłabyś ludzi do zaangażowania się w pomoc Waszej fundacji i dzieciom?

Chore dzieci w szpitalach czują się odizolowane, inne, przestraszone, a kiedy mogą chodzić do szkoły, często są szykanowane przez to, że wyglądają inaczej. Takie dzieci wymagają specjalnej uwagi. One i ich rodziny zasługują na to, by zobaczyć jak ich sny stają się rzeczywistością. Ty też możesz pomóc!

 

Aby dowiedzieć się więcej o fundacji Minu Unistuste Päev i sposobach, w jaki można ją wesprzeć, odwiedź minuunistustepaev.ee. My też możemy pomóc.

About Zuzanna Brunka

Zuzanna Brunka
Studentka medycyny na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, zafascynowana Estonią od 10 lat i odwiedzająca ją kilka razy w roku. Specjalistka w dziedzinie współczesnej muzyki estońskiej, współpracująca z wieloma czołowymi artystami tamtejszej sceny muzycznej i chcąca wypromować ją na arenie międzynarodowej. Kiedy do Trójmiasta przyjeżdżają zespoły muzyczne z Estonii, to ona opiekuje się nimi w czasie ich pobytu. Od wielu lat główny newswriter i tłumacz największej międzynarodowej strony internetowej najbardziej znanego estońskiego zespołu Vanilla Ninja. Od 2 lat aktywnie współpracująca z Konsulatem Honorowym Estonii w Gdańsku.